23th Lipca.
Dziś się pakuję. Jutro w końcu odetnę się od małego miasteczka pod wielką metropolią. Londyn to właśnie tam obieram swój kierunek. I mam nadzieję że dobrze wybrałam. Czeka mnie dużo zmian, muszę poszukać pracy i zgłosić się na nową uczelnię. Mam nadzieję że właśnie tam mi się uda. Czeka mnie jeszcze trochę obowiązków dlatego kończę pamiętniczku.
-Anastasia jak Ci idzie ?
-Jakoś pomału, tyle pamiątek, wspomnień. Za dużo jak na jeden dzień.
-Nie martw się. Wszystko Ci się tam ułoży. Na pewno będzie lepiej niż tutaj.- Dobrze że mam przy sobie Loren. Tylko ona mi została po stracie rodziców.
-Mam nadzieję.- uśmiechnęłam się do niej sztucznie i dalej pakowałam najpotrzebniejsze mi rzeczy.
-Ja pójdę wziąć prysznic i idę spać. Jest już późno, też powinnaś.
-Tylko dokończę.-Spakowałam ostatnie zdjęcie, które przedstawiało mnie i rodziców, i poszłam do łazienki.
Cholerny budzik i do tego nie zasłonięte story. To już dziś, ten dzień ma być najlepszym jak do tond. Brak stresu, bólu, czegoś lub kogoś kto zatrzymuje mnie tutaj już od dłuższego czasu. Stop, koniec z tym nowe życie, nowa ja.
-Ana pobudka-Lor zapukała a potem weszła do mojego pokoju. Żeby ją trochę pozłościć zakryłam głowę poduszką i odwróciłam się na drugi bok. Nic z tego Lor wskoczyła na mnie i zaczęła mnie gilgotać. Tak odpowiadając na jeszcze nie zadane pytanie, to moja wielka słabość.
-Już dobra dobra przestać- obie chichrałyśmy się i trzymałyśmy za brzuchy.-Wstaję. To mój wielki dzień.- Po śniadaniu Loren zawiozła mnie na pociąg i odjechała.
Wsiadłam do pociągu i zajęłam pustą kabinę, a gdy ktoś próbował się do niej dostać mówiłam że zajęte.Aż do czasu.
-Przepraszamy ale wszystkie kabiny są zajęte oprócz Pani. Niestety musi Pani przyjąć tu tego Pana- Lekko się uśmiechnęłam i przytaknęłam.
-Dobrze niech będzie.- Po chwili do kabiny wszedł dobrze zbudowany, niebieskooki blondyn. Ale farbowany bo widać było jego ciemno brązowe odrosty.chwilkę mu się przypatrywałam dopóki nie napotkałam jego wzroku.
-Spokojnie mała nie gryzę. hahaha Połykam w całości. A tak przy okazji jestem Niall.-Podał mi rękę ale zawahałam się ją przyjąć. Uśmiechną się do mnie niebiańsko i jakoś sama się wyrwała by mu ją podać.
-Anastasia.- również się do niego uśmiechnęłam i dalej czytałam jakieś kolorowe pisemko.
-Gdzie jedziesz ?
-Do Londynu
-Sama, tam może być trochę strasznie dla takiej małej istotki jak ty. - Czułam ironię w jego głosie. Ale moje hormony zaczęły bardziej buzować gdy znów nazwał mnie małą
-Nie jestem taka mała.- Odpysknęłam na co on tylko zaśmiał się głośno
-I zadziorna. No no jaka towarzyszka podróży mi się trafiała.- Irytował mnie fakt że tu siedzi jakiś blondas i mnie drażni. Więc po dłuższym czasie postanowiłam go ignorować. Choć było to trudne ze względu na mój temperament. Normalnie to bym się już na niego rzuciła ale coś mnie w nim odstraszało. Po dwóch godzinaj jady dotarłam w końcu do mojego upragnionego Londynu. Wzięłam taksówkę i pojechałam do mojego nowego mieszkania. Czemu nie chciałam mieszkać na kampusie ? Lekki uraz ze względu na poprzedni College. Ale o tym nie będę wspominać. Zanim się obejrzałam już otwierałam drzwi do mojego małego królestwa.Cieszę się że tu jestem. I mam nadzieję że na długo tu zawitam.
niedziela, 30 marca 2014
niedziela, 2 marca 2014
Prolog
Myślałam że już nigdy się z tego nie otrząsnę. To żyło we mnie, to żyło razem ze mną. Nigdy się nie spodziewałam że ktoś kogo kocham, potrafi... Nie chcę pamiętać tamtych dni, nie chcę już żałować tego straconego czasu. Mam dość, dość całego świata. Teraz tylko jeden człowiek trzyma mnie przy życiu, powinnam mu podziękować, lecz one nie potrafi przetrawić jednej wiadomości,którą mu kiedyś przekazałam, nie potrafi jej zakodować w swojej głowie. Czasami się go boje choć wiem że nie powinnam, wiem że nie zrobi mi krzywdy.Rozmyślam nad powrotem, ale czy wytrzymam to obciążenie psychiczne? Czy dam radę spojrzeć mu prosto w twarz i żyć normalnie. Jakby nic się nigdy nie stało? Moje życie stało się melancholijne. Z pełnej życia dziewczyny stałam się wrakiem człowieka. Dlaczego? to pytanie jest codziennością. Lecz nie znam na nie jeszcze odpowiedzi. Może niedługo się dowiem ...
wtorek, 10 grudnia 2013
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)